wtorek, 23 lipca 2013

"Tani len"...?

Tekst na podstawie: 

Bo Ejstrud: From Flax to Linen. Experiments with flax at Ribe Viking Centre  

Próba rekonstrukcji koszuli z Viborga


Nie będę ukrywać - do tego tekstu zainspirował mnie Fiolnir, a dokładniej jego tekst kwestionujący używanie przeszywanic we wczesnym średniowieczu (polecam!). Skupił się w nim na źródłach - a raczej ich braku, i na aspekcie praktycznym, ale wspomniał też o argumencie "bo zbroja z materiału była tania", oczywiście po to, by go obalić.

Zajmując się od paru ładnych lat tekstyliami, zarówno teoretycznie, jak i praktycznie, mogę powiedzieć to samo: tekstylia nie były tanie. Obecne ceny sklepowe nie dają żadnego pojęcia o historycznej wartości i nakładzie pracy. Można by sądzić, że lepszym wyznacznikiem będą ceny wełen ręcznie tkanych, oferowanych przez kilku sprzedawców rekonstruktorom historycznym i ludowym. Zaznaczam - dotyczy to tkanin wełnianych. Lny ręcznie przędzione i tkane, w jakie czasem można się zaopatrzyć w Polsce, to bez wyjątku relikty "lepszych czasów", utkane w innej epoce, w innych realiach ekonomicznych i przez osoby myślące jeszcze innymi kategoriami, niż dziś. Zaś co do dziś oferowanych wełen ręcznie tkanych, są one:
1. Wykonane z czesanki przygotowanej maszynowo
2. Przędzione na kołowrotkach konstrukcji XIX-wiecznej
3. Tkane na krośnie poziomym
Nie piszę tego, by dyskredytować ich "koszerność" - jako prządka nie widzę różnicy właściwości między przędzą dobrze wykonaną na wrzecionie, i na kołowrotku. Ale już na tym jednym, najbardziej pracochłonnym etapie jest to około sześciokrotna oszczędność czasu (dane za J.Munro, moja praktyka nie jest z nimi sprzeczna - wszystkie prządki zapraszam do dzielenia się swoimi doświadczeniami).

A jak to wygląda, gdy musimy wziąć pod uwagę:
1. Ręczną obróbkę włókna
2. Przędzenie na wrzecionie
3. Tkanie na krośnie pionowym?
Sama nie czuję się na siłach odpowiedzieć sobie na to pytanie - może na emeryturze, jeśli niebiosa pozwolą zachować sprawność ręki i umysłu.... Małe próbki, na jakie ewentualnie mogłabym sobie pozwolić, nie dają dobrych informacji - z jednej strony, na godzinę pracy można sprężyć się do tempa nieosiągalnego w dłuższej perspektywie. Z drugiej, dopiero długotrwała powtarzalność czynności daje odpowiednią praktykę. Sama przędę na kołowrotku, wrzecionem umiem się posłużyć na poziomie dość podstawowym, i nie czuję się przy chęciach poświęcać mu... no właśnie, dalej w tekście okaże się, ile czasu...

Dlatego z wielkim zainteresowaniem przeczytałam tekst From Flax to Linen. Experiments with flax at Ribe Viking Centre pod redakcją prof. Bo Ejstrud (autorzy:  Bo Ejstrud, Stina Andresen, Amanda Appel, Sara Gjerlevsen, Birgit Thomsen). Jego przedmiotem jest archeologia doświadczalna w najlepszym wydaniu: próba rekonstrukcji całości procesu wykonania znanej koszuli z Viborga.  Eksperyment został przeprowadzony w Ribe pod nadzorem naukowców z Uniwersytetu Południowej Danii w roku 2010.

Zgodnie z wykrojem, jaki proponuje  M. Fentz (En hørskjorte fra 1000-årenes Viborg, 1988) założono, że jej wykonanie wymaga płatu lnu o długości 2,36 m i szerokości 95 cm - łącznie 2,242 metra kwadratowego.



Od początki założeniem projektu nie było całościowe wykonanie wszystkich etapów (od pola lnu do gotowej koszuli z tego samego surowca), lecz raczej stworzenie reprezentatywnych próbek dla każdego etapu, tak, aby możliwa była ocena całkowitego wkładu pracy i czasu.
Teren przygotowany pod uprawę i obsiany lnem miał powierzchnię 56,3 m2. Orka została wykonana ciągnikiem, jednak czas potrzebny do uprawy ziemi oszacowano według możliwości zaprzęgu wołów (posiadanego i używanego przez Centrum podczas innych prac).
Na jednym z czterech pasków poletka doświadczalnego zastosowano sztuczny nawóz azotowy, resztę nawieziono tylko obornikiem. Nie używano żadnych insektycydów ani herbicydów, odchwaszczając len ręcznie. Poletko dało 54.5 kg słomy lnianej.
Len został dosuszony na kozłach, i odziarniony na grzebieniu. Po tych etapach pozostało 25.6 kg suchej słomy - wynik porównywalny z danymi dla XVIII i XIX wieku (odpowiednio ze Szkocji i Irlandii), prawdopodobnie wysoki, ale w granicach możliwości dla wczesnego średniowiecza. Natomiast jakość włókna była niezadowalająca - w części nawiezionej sztucznie praktycznie nie do wykorzystania, w pozostałych także poniżej wymagań rekonstrukcji tej koszuli. Poletko zostało użyźnione zbyt mocno, ponadto pogoda w roku 2010 była niesprzyjająca - obfite deszcze późnym latem. Dlatego dalej w projekcie używano głównie słomy lnianej zebranej w Centrum w latach wcześniejszych - 2008 i 2009.

Część słomy lnianej poddano roszeniu, część moczeniu, jednak w późniejszej przeróbce wykorzystano tylko len roszony (ograniczenia czasowe). Po roszeniu len wysuszono na 3 sposoby: w słońcu, w chacie przy piecu, i na rozłożony prętach nad jamą do suszenia lnu, w której rozpalony był niewielki ogień. Trzecia metoda okazała się zdecydowanie najlepsza.

Po wysuszeniu przystąpiono do międlenia słomy, z wykorzystaniem drewnianych bijaków oraz międlicy (wobec braku znalezisk z epoki opartej na późniejszych wzorach). Międlica okazała się znacznie bardziej efektywna, tak pod względem wydajności, jak i jakości otrzymanego włókna. Nieefektywność samego bijaka była tak duża, że dała podstawy do zakwestionowania jego użycia - przynajmniej jako samodzielnego narzędzia. Międleniu poddano łącznie 8 kg 333g słomy, otrzymując 2 kg produktu. Prowadzący eksperyment zauważyli, że czas poświęcany na międlenie takiej samej porcji lnu wydłużał się przy kolejnych porcjach - oznaka, że poznając lepiej pracę, wykonywali ją dokładniej, niż na początku.

Zmiędloną słomę oczyszczono przez "oskrobywanie" drewnianym nożem na desce. Można to robić też przez trzepanie. Po oczyszczeniu z 2 kg otrzymano 1,533 g.

Do czesania użyto grzebienia będącego repliką znaleziska z Århus Søndervold (X wiek), często opisywanego jako grzebień do wełny. Prowadzący eksperyment założyli, że był to grzebień do lnu, a nie wełny. (W mojej ocenie całe rozróżnienie na "grzebień do lnu" i "grzebień do wełny" może być jak najbardziej współczesnym, a w każdym razie datującym się dopiero od późnego średniowiecza - w X wieku to samo narzędzie mogło jak najbardziej służyć do obu tych surowców).
Oprócz lnu przetworzonego na poprzednich etapach, użyto do czesania także zakupionego lnu trzepanego przetworzonego przemysłowo, jako surowca do treningu i materiału porównawczego
Z 1,067 g lnu własnego po czesaniu otrzymano 492 g lnu czesanego. Reszta to nie w całości odpad - wyczesane krótsze włókna, nie nadające się na replikę koszuli, wciąż mogą być wykorzystane do przędzenia i wykonania grubszych tkanin. Wreszcie paździerze okazały się bardzo dobrym substytutem hubki.

Koszula z Viborga została wykonana z tkaniny o splocie ok. 22 nici na centymetr w osnowie, i celem projektu było odtworzenie tkaniny o podobnej grubości. Oznacza to przeszło 10 km bieżących nici, i w przybliżeniu 14000 m/kg. O ile próby przędzenia podejmowały różne osoby - archeolodzy, pracownicy Centrum, studenci - to dla potrzeb eksperymentu uwzględniono wyłącznie efekty pracy podejmowanej przez doświadczoną prządkę - w czterech próbach, każda z nich trwała 1 godzinę.

 Jak widać, tylko w jednej próbie (drugiej) osiągnęła ona wynik bardzo zbliżony do przędzy w oryginale koszuli. Z drugiej strony, nie zlecono jej zreplikowania konkretnej nici, tylko uprzędzenie nici równej i cienkiej, nadającej się na ubranie - jak widać po próbie drugiej, uprzędzenie nici porównywalnej z oryginałem leżało w granicach jej umiejętności, i nie wymagało zejścia poniżej jej zwykłego tempa pracy (długość nici w drugiej próbie jest drugą w kolejności, powyżej przeciętnej dla 4 prób). Na potrzeby dalszych wyliczeń przyjęto średnią z tych czterech prób.

Wyniki otrzymane podczas eksperymentu zestawiono z wynikami prób przeprowadzonych w 2006 r. przez CTR (Center for Textile Research) Uniwersytetu Kopenhaskiego. Dwie eksperymentatorki uzyskały tam następujące efekty: Anne Batzer -  9843.5m/kg, Linda Mårtensson -13284.4m/kg. Jak widać, grubość nici otrzymanej przez Mårtensson jest najbardziej zbliżona do tej w koszuli z Viborga, Batzer także uzyskała nić bardzo cienką, porównywalną z najcieńszą uzyskaną w Ribe. Jednak uzyskały znacznie niższą produktywność w jednostce czasu - Batzer przędła średnio 2.47g i 24.34m nici na godzinę, Mårtensson - 2.5g i 33.29m na godzinę.

Zaznaczając, że przędza była produktem (wedle dzisiejszych kryteriów) doświadczonej prządki, autorzy jednocześnie stwierdzają, że porównywalny poziom reprezentowała przeciętna nastoletnia dziewczyna w XIX wieku - i nie ma powodów sądzić, by 1000 lat temu było inaczej. Natomiast przy próbach wykonywania przędzenia (i wstępnych czynności) przez archeologów, studentów, czy osoby zwiedzające Centrum, wyniki były drastycznie odmienne. Gdyby eksperyment został przeprowadzony przez osoby bez doświadczenia, jego wartość eksperymentalna byłaby prawdopodobnie żadna - jeśli nie liczyć zdobycia doświadczenia przez te osoby.

Do utkania materiału wykorzystana została rekonstrukcja krosna pionowego z Wysp Owczych, opisanego przez M. Hald w 1950. W literaturze pojawiły się opinie kwestionujące możliwość wykonania tak delikatnej lnianej tkaniny na krośnie pionowym, dlatego jednym z celów eksperymentu było sprawdzenie tej możliwości.
Do wykonania tkaniny użyto zakupionej przędzy lnianej przemysłowej półbielonej. Jako osnowy użyto przędzy dwojonej, łącznie odpowiadającej grubością oryginalnej (która była pojedyncza). Poniżej tabele ukazujące czas poświęcony na przygotowanie krosna, i właściwe tkanie (str. 67).


W czasie tkania okazało się, że szerokość tkaniny, oceniona na 95 cm, była zdecydowanie niefunkcjonalna - uniemożliwiała przełożenie czółenka jednym ruchem. Było to możliwe przy szerokości ok. 60 cm - co wymagałoby zrewidowania wykroju tej koszuli przyjętego według opracowania Fentz. Przy szerokości 60 cm plecy i przód koszuli wykorzystałyby całą jej szerokość - natomiast trzeba zwiększyć długość, by umożliwić wykrojenie rękawów.

Len został wybielony na słońcu w ciągu 8 dni - czas niedługi, jednak efekt był już zauważalny.Bielenie dłuższe, z użyciem ługu, z pewnością wymagałoby większego wkładu pracy, niż 1 godzina poświęcona w tym projekcie.

Ze względu na konieczność ukończenia projektu w limicie czasowym, równocześnie z tkaniem materiału na krośnie uszyta została koszula z przemysłowo tkanego materiału o zbliżonej gramaturze i liczbie nici na cm (15 -17, przy równej liczbie w osnowie i wątku - w oryginalnej tkaninie oraz rekonstrukcji wykonanej na krosnach pionowych osnowa miała gęstość 22 nici/cm, wątek był znacznie rzadszy). Wykorzystano wykrój podany przez Mytte Fentz. W sumaryczny czas krojenia i szycia nie wliczono ponad 3 i pół godziny wynikłych z trudności w interpretacji wykroju przez krawcową i naprawy wynikłego z nich błędu. Po wstępnych problemach z odczytaniem kroju, układ elementów i szwów okazał się bardzo logiczny i wręcz intuicyjny, przy tym bardzo skutecznie zabezpieczający brzegi oraz miejsca narażone na przetarcie, i przedłużający trwałość koszuli.
Autorka artykułu, która szyła tę koszulę, zaznacza, że mimo praktyki w ręcznym szyciu, niektóre ze szwów zastosowanych w tej rekonstrukcji były dla niej nowością, i czas, jaki zajęła jej ta praca (blisko 17 godzin) nie powinien być uważany za ostateczny - jednak jest to złożona konstrukcja, i niezależnie od biegłości szwaczki, jej wykonanie wymaga znacznego czasu.


A oto i ogólne zestawienie nakładów czasu poświęconego na wykonanie repliki koszuli z Viborga. Powiedziałabym, że robi wrażenie!
354 godziny i 45 minut. Na ile czas ten jest miarodajny? Autorzy zaznaczają, że jest to czas, jaki współczesnym badaczom zajęło wykonanie rekonstrukcji koszuli. Nie roszczą sobie praw do rozstrzygania, ile godzin zająć mogło w epoce - jednak sam rząd wielkości daje o tym pojęcie.
Zapewne można by zaoszczędzić nieco czasu przy mniejszej, wygodniejszej szerokości tkaniny - pytanie, czy zrekompensowałoby to konieczność wykonania większej jej długości. Jako że sama na krosnach pionowych nie tkam, chętnie zobaczę tu opinie praktyków.
Z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę wydajność przędzenia osiągniętą przez eksperymentatorki  z CTR (też doświadczone prządki) i podstawimy ją do tych wyliczeń, otrzymamy ponad 482 godziny dla Mårtensson (która otrzymała nić niemal identycznej grubości, jak w koszuli z Viborga) i 598 godzin dla Batzer. W żadnym z tych wyliczeń nie uwzględniono czasu i nakładu pracy na wykonanie sprzętu trwałego.

Jeśli porównać nakłady pracy w etapach wstępnych eksperymentu z informacjami podawanymi przez autora z początku XX wieku dla domowego przerobu lnu (Słuchocki 1937), czas włożony przez eksperymentatorów wcale nie wydaje się wygórowany (zwłaszcza, że jeśli występują tu różnice w skuteczności narzędzi, to tylko na korzyść początku XX wieku). Zresztą sami eksperymentatorzy z Ribe zauważyli, że w miarę nabywania wprawy czas poświęcony np. na międlenie wydłużał się. 

354 godziny i 45 minut - to przeszło 44 dni robocze przy założeniu standardowych współczesnych norm pracy (8 godzin dziennie). Półtora miesiąca nieprzerwanej pracy! Aby przyjąć więcej godzin w ciągu dnia, musimy założyć, że nasz prządka jest wolna od wszelkich innych zajęć domowych, nawet przygotowania strawy dla siebie samej. Co oczywiście było możliwe w indywidualnych przypadkach kobiet niesamodzielnych, pozostających przy rodzinie, ale za karmienie tej rodziny nie odpowiedzialnych (niezamężne krewniaczki "przy rodzinie", dorastające córki, służące czy niewolne trzymane specjalnie do tej pracy). Nawet wtedy jednak nie zredukujemy tego czasu bardziej, niż do miesiąca - a to wszystko po to, by sporządzić jedną lnianą koszulę, wedle badaczy zbyt małą, by uznać ją za strój dorosłego mężczyzny! (Fragmentami jest ona jednak podszywana - zestawiając wykrój z wymiarami, można uznać, że podobna ilość materiału pozwoliłaby stworzyć męską koszulę jednowarstwową. )
W przypadku kobiet, które musiały jeszcze zająć się dziećmi, mężem, drobiem, świniami, krową, etc., nawet te 8 godzin staje się problematyczne - a więc liczba dni tym bardziej się powiększa. Powiększa się także, jeśli przyjmiemy dane prządek z CTR - do 60 standardowych dniówek przy założeniu tempa pracy Mårtensson, sprawniejszej z nich, i aż 75 dla Batzer!

No i tu wracamy do punktu wyjścia, czyli "tanich pancerzy tekstylnych". Oczywiście, w realiach wczesnego średniowiecza czas pracy nie równa się cenie. Jednak w każdych realiach jest jej elementem.
Weźmy na warsztat kalkulacje czasu pracy z Ribe - niższe, niż z CTR. Otrzymamy przędzę grubszą, niż w rekonstruowanej koszuli, ale na potrzeby pancerza wystarczy. Odejmijmy nawet "dla bezpieczeństwa" kilka dniówek, zakładając, że dało się je zaoszczędzić przy tkaniu (które w tym eksperymencie nie zostało zweryfikowane niezależnymi danymi z innych prób, jak przędzenie). Potem pomnóżmy to przez tyle razy, ile warstw ma mieć nasza przeszywanica. A wnioski już każdy wyciągnie sobie sam.

***
Tytułem dodatku - pokłosie dyskusji.
1. Oczywiście, nie należy na podstawie powyższych  wyliczeń wnioskować, że średniowieczna prządka czy tkaczka pracowała w systemie dniówkowo-godzinowym. Zwłaszcza przędzenie było zajęciem wykonywanym w każdej wolnej chwili, pomiędzy innymi pracami, a nawet w ich trakcie - właśnie dlatego, że była to praca tak czasochłonna, a ważna. Przeliczenie na godziny i dniówki służy tu zobrazowaniu czasu pracy, a nie udowadnianiu takiego czy innego systemu jej organizacji!
2. Punkt drugi - w dyskusjach pojawiły się stwierdzenia, że dokonanie takich wyliczeń zafałszowuje wyniki, bo przeciętna prządka/tkaczka nie pracowała samotnie. Oczywiście, z takim stwierdzeniem pozostaje się tylko zgodzić - w domostwie mogło pracować kilka kobiet w wieku "produkcyjnym" (pamiętajmy, że dla przędzenia, czynności nieskomplikowanej i nie wymagającej siły fizycznej, taki wiek mógł obejmować i dziesięcioletnie dziewczynki. Tkanie stawiało większe wymagania, tak pod względem umiejętności, jak i wzrostu oraz rozpiętości ramion). Trzeba jednak zauważyć, że tekst nie traktuje o tym, ile czasu musiało upłynąć od zaorania pola pod len do założenia koszuli - gdybyśmy chcieli dokonać takich wyliczeń, trzeba by przede wszystkim uwzględnić w nich okres wegetacji lnu... Natomiast eksperyment wylicza sumaryczny czas i wkład pracy - a ten się nie zmienia z liczbą osób zaangażowanych. Czy jedna osoba pracuje przez trzydzieści pięć dni, czy pięć osób po siedem dni - wykonana została taka sama praca, poświęcono w sumie taką samą liczbę roboczogodzin!
3. Rzecz jasna, nie należy mechanicznie przenosić tych wyliczeń na dzisiejsze wartości i stosunki (z przeliczaniem wartości dnia pracy na dzisiejsze dniówki itp.) - takie przenoszenie zawsze doprowadza do fałszywych wniosków, jeśli nie uwzględnimy historycznych "kosztów pracy". A te dla analizowanych realiów z reguły mogły się wahać pomiędzy "ubranie i jedzenie" a "inna robota, którą kobieta mogłaby w tym czasie wykonać". Jeśli tej innej roboty akurat nie było, a wyżywienie i ubranie członka gospodarstwa domowego i tak było koniecznością, to "koszt" produkcji tekstylnej mógł być zaniedbywalny. Co nijak nie zmienia faktu, że trzeba było na nią poświęcić konkretny czas.


Ejstrud Bo (red): From Flax to Linen. Experiments with flax at Ribe Viking Centre, Esbjerg  2011
http://ribevikingecenter.dk/media/10424/Flaxreport.pdf

Słuchocki C: Len.Uprawa i przeróbka, Warszawa 1937



11 komentarzy:

  1. Wyliczenia robią wrażenie.
    Tkaczką zbyt wprawną nie jestem, natomiast z przędzeniem mam do czynienia dłużej i zgadzam się w pełni. Ceny tekstyliów musiały być porażające, gdyż nakład pracy jest wielki. Kiedyś policzyłyśmy z koleżanką, pi razy drzwi, że żeby zrobić nici na sukienkę potrzebne jest 10-12 kilometrów przędzy! A jeśli chciałoby się robić porządnie, cienko i dwoić przędzę,to siłą rzeczy trzeba tą ilość przemnożyć przez dwa. Nawet przy przędzeniu na współczesnym kołowrotku, wydajność jest taka że trzeba nad tą ilością siedzieć ponad miesiąc a gdzie obróbka wełny, jej czesanie, osnuwanie krosna i samo tkanie! Dopiero teraz jak mam warsztat tkacki to dotarło o jakich w ogóle rzędach wielkości mówimy.
    Odnośnie warsztatu pionowego,to chętnie też posłucham dziewczyn, które na takowym pracują :) Ciekawa jestem jak się ma wydajność pracy w porównaniu do krosna poziomego :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Widziałam poletko z lnem - bohaterem publikacji - będąc z Czciborem w Ribe w 2010. Publikację podrzuciła mi kiedyś Vigdis.
    Nieźle się zdziwiłam, kiedy dotarłam w niej do stwierdzenia, że nici uprzędzione przez badaczy zastąpiono sklepowymi, aby wykonać tkaninę. Hihi ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lniane pancerze znane już były w starożytnej Grecji (linothorax). Sklejane z kilku warstw grubego lnu były lekkie i odporniejsze na strzaly niż pancerze z brązu. Nie wyparły jednak brązu, co chyba jest wystarczającym dowodem na cenę tekstyliów.
    Problemy występujące podczas praca na krośnie pionowym? Przede wsztskim brzegi tkaniny - żeby była równo zaciągnięta nitka i to na tyle równo, by tkanina się nie zwężała ku dołowi (mimo łańcuszka kontrolnego. Z drugiej strony mogę sobie wyobrazić jak ciężko się zakłada łańcuszek przy 22 nitkach/cm. Moje doświadczenia w pracy na pionowym warsztacie ograniczją się do tkania wełny, lnu jeszcze nie próbowałam. Ciężko się też dobija wątek - mimo grzebieni czy miecza tkackiego. Ciężko zachowac aboslutnie wątek poziomo, wyłażą też przy okazji wszystkie nierówności ręcznie przędzionej nitki. Własnie dużo czasu zabiera samo wyrównywanie.
    Jeśli zaś chodzi o samo przędzenie lnu - włókna są twarde, więc osoby robiące to po raz pierwszy, nawet wprawione w przędzeniu wełny będa mieć obtarte palce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem laikiem jeśli chodzi o temat, dlatego pozwolę sobie zadać pytanie. Czy przypadkiem ten przelicznik nie jest naciąganiem?

    Chodzi mi o to, że była stosowna specjalizacja przy pracy, więc to nie było tak, że jedna osoba siała len, sporządzała z niego tkaninę, z której następnie uszyła koszulę.

    Więc stwierdzenie, że nasza prządka potrzebowała by x godzin na sporządzenie koszuli jest, delikatnie mówiąc, niedoprecyzowaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogło tak bywać w późnym średniowieczu gdy pojawiły się manufaktury i specjalizacja rzemieślnicza. Natomiast w przypadku gdy mówimy o samowystarczalnej zagrodzie chłopskiej, to jest całkiem możliwe i we wczesnym i w późnym średniowieczu do XX wieku włącznie, że wykonywano te prace po kolei na własne potrzeby.
      Poza tym to, że pracy nie wykona jedna osoba, nie oznacza, że można jakieś etapy pominąć. Czyli krawcowa mogła dostać sztukę gotowego płótna na koszulę, ale nie znaczy to że wcześniej ta sztuka płótna wzięła się z chmurek ;) Ktoś musiał, posiać len i go obrobić, sprząść, utkać itd Tak więc praca którą trzeba było włożyć, musiała być wkalkulowana w cenę tego konkretnego gotowego materiału. No chyba że ktoś uważa że sztuki płótna produkowali niezidentyfikowani "oni" ;) i podrzucali je ludziom w średniowieczu, żeby sobie szyli ciuchy ;D

      Usuń
    2. Lady Altay już na to odpowiedziała, więc mogę tylko potwierdzić: oczywiście, że wszystkich tych czynności nie musiała wykonywać, i najpewniej nie wykonywała, jedna osoba - ale nie zmienia to liczby godzin potrzebnych sumarycznie do wykonania pracy, więc "naciągania" tu żadnego nie widzę.

      Pole pod len orał na pewno mężczyzna - dajmy na to, mąż naszej "statystycznej baby", pełła ona wraz z dziećmi, przędły wszystkie kobiety w domu (i wliczamy w to też dziesięcioletnie dziewczynki), tkała ta jedna w tym najlepsza.

      Miało to na pewno wpływ na cenę, i przypuszczam, że płótno mogło być niewspółmiernie tanie w stosunku do nakładu pracy (dzień pracy nastoletniej dziewczynki czy starej teściowej, która i tak była w domu, i tak trzeba było ją żywić i jako tako ubrać) na pewno nie może być zrównywany z dniem pracy, dajmy na to, wykwalifikowanego kowala ciągnącego drut i nitującego kolczugę). Ponadto sam surowiec był dostępny bez ograniczeń dla każdego, kto miał choćby kawałek zagonu (np. żelazo już nie).

      Przędzenie właściwie do końca jego praktykowania w gospodarstwie domowym nie było postrzegane jako "rzemiosło", tylko jako zwykła, niewykwalifikowana praca domowa - jak dojenie krów, albo gotowanie: wiadomo - jedna baba gotowała lepiej, inna gorzej, a któraś czasami tak się wyspecjalizowała, że mogła z tego żyć - ale była to umiejętność powszechna.

      Usuń
    3. Dzięki za odpowiedź. Moje wątpliwości wzięły się stąd, że czytałem o specjalizacji jeszcze przed chrystianizacją Polski. Konkretnie o budowaniu chat - zajmowali się tym tylko wyspecjalizowani rzemieślnicy.

      Oczywiście rozumiem, że zagroda chłopska rządziła się swoimi realiami. Jednak interesuje mnie czy to był ogólny obraz sytuacji w tamtych czasach?

      Usuń
    4. We wczesnym średniowieczu wyrób tekstyliów (poza rzadkimi importami, mającym charakter luksusowy) był zdecydowanie pracą domową kobiet - oczywiście z domu szeroko pojętego, pracującego jako całość (czyli niekoniecznie jedna kobieta, raczej kilka, ale bez głębokiej specjalizacji).

      W późniejszym średniowieczu wyrób sukna stał się rzemiosłem bardziej wyspecjalizowanym (krosno poziome, zawodowi tkacze-mężczyźni, rozwój foluszy). Obok niego istniał też przerób domowy, mniej jasne, jaka była jego skala. Można przypuszczać, że dla wyższych warstw marginalna. Ale dla plebsu, nawet miejskiego, potężny procent stanowiły tkaniny możliwe do wykonania w domach - niebarwione, niefolowane (gdańskie badania M. Grupy). Czy wykonane rzeczywiście w domach, czy w lokalnych warsztatach rzemieślniczych - trudniej określić. Co do lnu, u chłopstwa dominował przerób własny, u warstw wyższych już niekoniecznie - ale wówczas wciąż to chłopstwo tworzyło "obraz ogólny", że się tak wyrażę (ogromna większość ludności).

      Dla początku nowożytności mamy już sporo źródeł pisanych. Na ziemiach Polski przerób wełny odbywał się głównie w organizacji cechowej, natomiast gdy idzie o len, chłopi byli wręcz dostarczycielami gotowej tkaniny, nie jej konsumentami. W powinnościach gospodarstw chłopskich w XVI-XVIII w. w W.X.Litewskim (mniej "pańszczyźnianym" niż Korona) stale przewijają się daniny lniane - w surowcu, przędzy i płótnie, oraz obowiązek przędzenia przez chłopki określonych ilości lnu dworskiego. W drugiej połowie XVIII w. len zajmował pierwszą pozycję w eksporcie litewskim (Jurkiewicz, Powinności chłopskie w dobrach prywatnych w W.X.L.... Poznań 1991), będąc produktem praktycznie tylko przerobu domowego.

      Usuń
  5. Hej! Na temat pracochłonności produkcji ubrań we wczesnym średniowieczu pisała też troche Eva Andersson w pracy "Tools for Textile Production from Birka and Hedeby", przy czym koncentrowała się na przędzeniu wełny. Skany: http://halla.mjollnir.pl/files/textile-1.jpg http://halla.mjollnir.pl/files/textile-2.jpg http://halla.mjollnir.pl/files/textile-3.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy tekst, dziękuję za skany! Tempo tkania w nim (70-80 cm na dwunastogodzinny dzień pracy) jawi się jako sporo szybsze, niż w eksperymencie z Ribe, nawet przy wzięciu poprawki na większą grubość nici.
      Swoją drogą, jeśli czas któregoś z etapów rekonstrukcji koszuli z Viborga w mojej ocenie miałby być zawyżony, to właśnie tkania (107 godzin wobec 188 przędzenia. To bardzo dużo). Przydałaby się opinia kogoś, kto tkał i len, i wełnę, na temat różnic między pracy z tymi surowcami. To mogłoby sporo rozjasnić!

      Usuń
  6. Bardzo ciekawa dyskusja i dane.
    W kwestii szerokosci tkaniny - na greckich naczyniach widzialam warsztaty pionowe o wiekszej szerokosci http://www.historyforkids.org/learn/greeks/religion/myths/arachne.htm - tkano na nich w kilka osob.
    Nie mam jednak pojecia, czy tworzono na nich zwykle, ale szerokie tkaniny, czy gobeliny, czy tez byly to towary luksusowe.
    Wydaje mi sie, ze widze tu polnicielnice, ale rysunek jest dosyc uproszczony. Pare lat temu w Biskupinie robilismy tkaniny szerokie na 1 - 1,2 m, ale szlo to dosyc wolno (mimo uzywania welny).
    Zastanawia mnie tez jak rozkladaly sie prace w poszczegolnych porach roku. Okres wegetacyjny zapewne pozwalal na prace tylko dorywcza, bo priorytetem bylo zdobycie zywnosci i zapasow. Podejrzewam, ze wtedy raczej przedziono, wykorzystujac kazda wolna chwile.
    Dla odmiany w zimie dzien (zwlaszcza w krajach polnocy) byl albo bardzo krotki, albo nie bylo go wcale, a oswietlenie czy to swiatlem naturalnym, czy to od ognia moglo byc problematyczne.

    OdpowiedzUsuń