niedziela, 31 marca 2013

O indygo słów parę


Zainspirowały mnie do tego wpisu regularnie powtarzające się na forach i blogach rekonstrukcyjnych dyskusje typu:

- Piszesz, że indygo, a przecież do XV wieku w Europie nie było indygo...
- Ale Maik twierdzi, że...
- No to Maik się pomylił, bo nie było!

- W 60% znalezisk tkanin z manufaktur Psiej Wólki wykryto indygo...
- Ale statuty cechowe Psiej Wólki kategorycznie zakazywały użycia indygo, chodziło o ochronę interesów producentów urzetu...
- Znaczy, że olewali zakazy...
- Ale w Psiej Wólce nie mogli mieć indygo, bo datowanie i szlaki handlowe...

I tak dalej, aż pierze poleci.
Tymczasem sprawa jest prosta - aspirujemy do miana naukowców, czy też nie, używajmy języka naukowego! Naprawdę, terminologię wymyślono nie po to, żeby ludziom utrudnić życie, tylko je ułatwić. Podobnie, jak popularne w Polsce drzewo parkowe (rodzaj Aesculus) to nie "kasztan", tylko kasztanowiec, tak roślina barwierska z rodzaju Indigofera to nie "indygo", tylko indygowiec.

Indygo to barwnik, zawierający głównie związek chemiczny o nazwie indygotyna, ale także domieszki innych substancji. Obie nazwy bywają używane wymiennie, a nie powinny! Indygotyna to związek chemiczny (C16H10N2O2, znany też pod kryptonimem E132), zaś naturalne indygo jest mieszaniną!

Indygotyna naturalnie występuje w następujących roślinach:
1. Indigofera tinctoria, czyli indygowiec barwierski. Pochodzi prawdopodobnie z Afryki Zachodniej, uprawiany w Indiach i innych "ciepłych krajach", importowany do Europy od końcówki średniowiecza do zmierzchu barwników naturalnych.  Najpopularniejsze dziś biologiczne źródło tego barwnika.
2. Isatis tinctoria, czyli urzet barwierski. Roślina barwierska dawnej Europy, dla "tru ultrasa" . Niestety mniej wydajna, niż indygowiec, dlatego w końcu mu ustąpiła.
3. Persicaria tinctoria, dawniej Polygonum tinctorium, czyli rdest barwierski. Występuje na Dalekim Wschodzie, jako surowiec nie był importowany do Europy. Teoretycznie mógł tu trafiać barwiony nim chiński jedwab.

Ponadto indygotyna syntezowana jest chemicznie - i dziś jest to główne jej źródło. (Tak, tak! Kupując "prawdziwe indygo" na ogół otrzymujemy tylko "produkt identyczny z naturalnym"! A nawet nie identyczny, bo czysty chemicznie, gdy naturalne indygo - jak wspomniałam - nie jest czyste). Oczywiście każde indygo - nawet uzyskane chemicznie - wciąż będzie indygo, i z punktu widzenia rekonstruktora będzie o wiele "lepsze" od barwnika anilinowego, tak, jak nawet maszynowo tkana wełna będzie "lepsza" od polaru.

Analiza tekstyliów wykopaliskowych pozwala stwierdzić obecność indygotyny. Nie mówi, z jakiej rośliny barwnik uzyskano. Dopiero kontekst znaleziska może nam zasugerować, czy był to urzet, czy indygowiec, czy może rdest.

A więc twierdzenie, że "Europa do XV wieku nie znała indygo", czy że "statuty cechowe zakazywały używania indygo" to szerzenie bzdur, za sprawą nie tyle braku wiedzy merytorycznej, ile kulawej terminologii.
Przed rozpoczęciem importu indygowca Europa znała i otrzymywała indygo z urzetu. Później zakazywano używania indygowca, nie indygo - nowej rośliny zawierającej ten sam barwnik, nie barwnika jako takiego!

W skrócie: indygo = barwnik, zaś roślina = indygowiec!

         To jest indygowiec             
To jest indygo (zdjęcie za Wikipedią, fot. H.Zell)



Zaś dyskusje, które przytoczyłam na początku, mogłyby zacząć się od stwierdzeń:
"Do XV wieku w Europie nie było indygowca" i "w 60% znalezisk tkanin w Psiej Wólce wykryto indygotynę" "Musiała pochodzić z urzetu, bo w Psiej Wólce nie używali indygowca". Wtedy miałyby szansę zakończyć się merytorycznymi wnioskami.
Inaczej możemy dyskutować jak gęś z prosięciem, a rozmowa kończy się albo na niczym, albo na darciu pierza.
I szczeciny.

4 komentarze:

  1. Znałam różnicę między indygowcem i indygotyną, mówiąc o urzecie mówiłam że zawiera indygotynę, w dyskusji o psiej wólce powiedziałabym że owszem wykryć mogli, bo urzet ma ten sam związek co indygowiec. Ale dotychczas stosowałam słowo "indygo" jako zamienne z indygowcem właśnie - jako domyślną skrótową nazwę dla rośliny, nie dla związku chemicznego. Że niby mieliśmy urzet, a potem zaczęto sprowadzać indygo, bo zawierało więcej od urzetu indygotyny. Pewnie z powodu angielskiej nazwy tak miałam. Dziękuję za douczenie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja dziękuję za miłe słowa :)

    Brak tego rozróżnienia (indygotyna-indygo-indygowiec) to niestety problem nawet akademickich prac naukowych. Wielu autorów utożsamia ze sobą co najmniej dwa pojęcia z powyższych, i to niekoniecznie te same. Na przykład Nahlik używa nazwy "indygo" na określenie barwnika, Grupa - rośliny. A jeśli czytelnik tego nie wie, to z lektury dwóch opracowań wyciągnie wzajemnie przeciwstawne wnioski...

    OdpowiedzUsuń
  3. Post w temacie, akurat dostałam małą saszetkę indygo od Oli z Trollkony i szczerze mówiąc Twój post zapewne naprawi mój przyszły post o wynikach farbowania :D
    ps: Cudowny blog, zaczytałam się niesamowicie. Czekam na więcej i pozdrawiam z http://zbikowisko.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń