czwartek, 15 grudnia 2016

Biała wełna - tak czy nie?

Ktokolwiek mnie zna (choćby za pośrednictwem internetu), ten wie, że byłam, jestem, i będę fanatyczką wełny naturalnie kolorowej. Tych wszystkich szarości, brązów i zrudziałych czerni. I nie tylko dlatego, że są piękne - również dlatego, że są permanentnie niedoreprezentowane w ruchu rekonstrukcyjnym.
To zresztą kwestia tego, że mamy w nim wciąż nadreprezentację "możnych" wszelkiego rodzaju. Wiadomo, chłopcy chcą być rycerzami, a dziewczynki księżniczkami. Hm...właściwie mnie akurat nie wiadomo, osobiście nigdy nie czułam potrzeby księżniczkowania. I dlatego mój entuzjazm budzi każdy uczciwy plebej.

No więc toczy baba,  pospołu z kilkoma pokrewnymi duszami, tę krucjatę o naturalnie kolorową wełnę. Z jakim rezultatem? Takim, że w końcu w dyskusji zostaje odesłana, aby się douczyła. Bo "białych owiec nie było, najlepsze do reko są wrzosówki".

Otóż nie, nie są. Nic nie jest uniwersalnie "najlepsze do reko". Nawet wrzosówki. Nawet trójniak staropolski tradycyjny.


Pierwotnym kolorem owiec był brąz. Nie jednolity, lecz we wzorze muflona, czyli z ciemniejszą - do czerni - kryzą, oraz przechodzącymi w biel rozjaśnieniami na pysku, podbrzuszu i w dolnej partii nóg. Te rozbielone partie pozostają nieowełnione u większości owiec, z wyjątkiem nielicznych, dość współczesnych ras - czyli wełna, którą pozyskiwano, była ciemna.

Ciemne zabarwienie nadaje włosom występująca w nich melanina (a dokładniej dwie jej odmiany - ciemniejsza eumelanina, i jaśniejsza feomelanina). Zarówno jasnobrązowe lub rude wybarwienie feomelaninowe, jak i zabarwienie eumelaninowe zintensyfikowane do czerni są wtórnymi wobec formy dzikiej. Barwniki te mogą występować w różnych ilościach, i nie we wszystkich włosach runa - jeśli włosy zawierające barwnik pomieszane są z niezawierającymi go, otrzymujemy runo siwe (czerń + biel) lub beżowe.

Jeśli wszystkie, lub prawie włosy są pozbawione pigmentu - otrzymujemy runo białe. Jest to cecha warunkowana przez allel dominujący (czyli taki, który unieczynnia allele "kolorowe" - heterozygotyczna owca fenotypowo biała może wciąż przenosić geny warunkujące umaszczenie kolorowe, i dać w potomstwie kolorowe jagnięta). Jako że wybarwienie i umaszczenie owiec jest cechą poligenową, nie będę tu wchodzić w detale (służę nimi zainteresowanym), a pozostanę przy stwierdzeniu, że przez długie wieki w jednym stadzie mogły się w kolejnych pokoleniach pojawiać owce rozmaicie ubarwione, niekoniecznie podobne do rodziców. Co oczywiście znakomicie utrudniało uzyskanie jednolitych barwnie ras w dzisiejszym rozumieniu. Można było najwyżej pakować do garnka kolejne "czarne owce" rodzące się w białym stadzie, i w ten sposób powoli eliminować je z puli genetycznej.

Mamy więc następujące kolory owiec (pomijam tu wszelkie złożone wzory, łaty itp):
- "dzikie" - eumelaninowy ciemny brąz
- eumelaninowa czerń
- feomelaninowy jasny (rudy) brąz
- szarość (eumelanina + włosy białe)
- beż (feomelanina + włosy białe) - przy czym szarość i beż mogą występować w bardzo różnej intensywności, aż do "prawie bieli"
- prawdziwa biel (możliwe pojedyncze wybarwione włosy)

I wszystkie te kolory występowały już w epoce żelaza, choć na różnych obszarach z różna frekwencją. Skąd to wiemy?
Otóż w przeciwieństwie do barwników stosowanych przez farbiarzy, melanina wbudowana jest w samą strukturę włosa. Nie spiera się, nie zmywa, nie wysącza. Odporna jest także na rozkład - owszem, pod wpływem promieni UV zmienia odcień (dlatego naturalnie czarna wełna z czasem staje się brązoworuda) - ale jak długo przetrwa keratyna, czyli zasadniczy budulec włosa - tak długo przetrwa i melanina w nim zawarta.
A więc jeśli znajdujemy wełnę o dużej zawartości eumelaniny - wiemy, że była ciemnobrązowa lub czarna. Jeśli znajdujemy wełnę, w której mieszają się włosy eumelaninowe i bezpigmentowe - wiemy, że była szara, być może z brązowym odcieniem. Jeśli włosy są pozbawione pigmentu - wełna była naturalnie biała. Oczywiście, mogła być sztucznie barwiona na taki czy inny kolor - co nam pokażą inne badania. Lub nie pokażą.

Pionierem, i przez lata filarem badań nad barwą wełny w znaleziskach archeologicznych był zmarły w 2015  prof. Michael Lawson Ryder - i jego opracowania polecam każdemu zainteresowanemu literaturą w tym przedmiocie. Jako małą próbkę pozwolę sobie przytoczyć zestawienie znalezisk skór owczych ze stanowisk w Vindolandzie i Hallstatt.



Wszystkie włosy pigmentowane       
Mieszanka pigmentowanych i białych (szarość)       
Bez pigmentu    
(biel)
Vindolanda
9%  (5)
50%   (28)
41%   (23)
Hallstatt
7%  (4)
48%   (27)
45%   (25)

Ryder, M.L. Skin, and Wool-Textile Remains from Hallstatt, Austria. Oxford Journal of. Archaeology 9 (l), 1990, s. 37-49

Jak widać, znaleziska wełny białej stanowią w obu przypadkach ponad 40% ogółu. Na podstawie innych opracowań autora stwierdzić trzeba, że wartości te w żadnym razie nie były stałe. Im dalej na północ, tym białych owiec było mniej - lecz i tam przybywało ich z czasem.

No dobrze, ale JAKA była to biel? Przecież dziś mamy inne rasy, GMO, chemikalia, o jakich nie tylko w kulturze halsztackiej, ale jeszcze i w średniowieczu nikomu się nie śniło...

Otóż znaczenie tych "chemikaliów" jest marginalne. Wełny nie bieli się w taki sposób, jak - na przykład - len, czy inne włókna łykowe.

Dlaczego "biała wełna" nie jest naprawdę biała? Mamy tu kilka powodów:
Wełna - prawdziwa wełna, nie "wełenka" z akrylu, nie jest identyczna z odcieniem wysokojakościowego papieru ksero.Tym niemniej jak najbardziej może być biała...
... jak te loki austriackiej owcy górskiej (foto Sztuki-Karolina Łomnicka )


... chyba że przeszkodzi w tym któryś z poniższych czynników:

1. Rozsiane w runie włosy zwierające melaninę.
Z tym nic nie zrobi i współczesny przemysł! Melaniny z włosa nie da się usunąć - nie bez zniszczenia tegoż włosa. Można tylko eliminować z hodowli zwierzęta ze śladami koloru w runie. Których zresztą wśród ras prawdziwie białych (a nie jasno pigmentowanych siwiejących) wcale nie trafia się wiele - jak zostało powiedziane, umaszczenie białe jest warunkowane allelem dominującym. Ewentualnie można ręcznie oddzielić pigmentowane włosy. Wiemy, ze ręczne sortowanie runa jak najbardziej miało miejsce, na tym większą procentowo skalę, im prymitywniejsze były metody przerobu. Na ile oddzielano wełnę o różnych barwach, a na ile tylko wedle właściwości czysto praktycznych (grubość, długość, zabrudzenie...) - możemy tylko spekulować.

2. Tłuszczopot związany - to on w głównej mierze odpowiedzialny jest za "kremowe" zabarwienie surowej wełny. Związany - czyli nieusuwalny przez zwykłe pranie, nawet w ciepłej wodzie (która rozluźnia i usuwa wolną lanolinę z runa). Ale nie znaczy to: nieusuwalny. Można oddzielić go od wełny przez zastosowanie środków reagujących chemicznie - przede wszystkim zasad, które reagują z lanoliną (tłuszczem owczym) zmydlając ją i usuwając z włosa. Taką właśnie zasadą, niezbędną sukiennikom przez stulecia, był mocz - tani, dostępny, stosunkowo łagodny... Usunięcie tłuszczopotu związanego było (i wiąż jest) konieczne przy farbowaniu (inaczej działałby on jak impregnat, nie dopuszczając do penetracji barwnika). Pozwala ono także uzyskać jaśniejszy odcień bieli - ale usunięcie naturalnej warstwy ochronnej włosa skutkuje jego osłabieniem, a tym samym otrzymaniem mniej trwałej przędzy i tkaniny. Dlatego nie zawsze je stosowano. Dziś, w epoce powszechnego stosowania dodatków uszlachetniających do przędz, pewna utrata trwałości włosa nie jest postrzegana jako problem.

3. Dekoloracja - czyli trwałe przebarwienie włosa za sprawą przedłużonego kontaktu z wydzielinami owcy (tłuszczopot, mocz, odchody...), a także ze zwykłym brudem otoczenia.
Wbrew pozorom ("średniowiecze, brud, smród...") dziś jest to problem większy, niż kilkaset czy tysiąc lat temu. I wiemy o tym nie z zestawienia współczesnych danych i niepewnych przekazów - tylko z aktualnego porównania chowu otwartego i zamkniętego. Dekoloracja zachodzi w największym stopniu tam, gdzie zwierzęta utrzymywane są w cieple, pod zadaszeniem, na ściółce. A dochodzi tu kolejny czynnik - współczesne rasy cienkorunne wydzielają znacznie większą ilość tłuszczopotu - nawet do 50% masy surowego runa (czyli drugie tyle tłuszczopotu, co wełny!). Chroni on ją przed uszkodzeniem - ale jednocześnie przyczynia się do silnego przebarwienia. Tu przywołam moje doświadczenie z wełną merynosową - z dobrze utrzymanych, ponadprzeciętnie czystych owiec, ale zbyt długo przechowywaną bez prania. Gdy wreszcie do niego przystąpiłam - pozostała już nie kremowa, a żółta! I nie jest to przypadek jednostkowy, tylko problem, przed którym ostrzegają wszelkie podręczniki dla klasyfikatorów i magazynierów wełny.
Wełna zdekolorowana - dzięki Sztuki-Karolina Łomnicka


Niezależnie od występowanie przebarwień trwałych - żywa, prawdziwa owca  nie jest bielutka jak świeży śnieg. Co widać doskonale przy porównaniu zwierząt bezpośrednio po strzyży, i w pełnym odroście runa. Albo po prostu dorosłych w runie i jagniąt. Ale na to istnieje prosta i od wieków znana rada - pranie wełny!


                                       Świniarki - owce dorosłe i jagnięta                                                                                                               Zakład Doświadczalny IZ Chorzelów -                                                             http://www.zdizchorzelow.pl/hodowla-owiec.html

Tyle od strony technicznej. Co to znaczy dla rekonstruktora? To, że biała wełna BYŁA. I że jej biel nie różniła się specjalnie od bieli wełny współczesnej - przynajmniej w momencie, kiedy gotowy płat tkaniny opuszczał warsztat tkacki. Natomiast, jak zawsze w rekonstrukcji, należy zadać sobie pytanie: kogo odtwarzam? W jakiej sytuacji? Czy dla tej osoby biały ubiór byłby sensowny i prawdopodobny, oraz funkcjonalny (względnie: czy jest to osoba, która mogła sobie pozwolić na jego niefunkcjonalność)?







4 komentarze:

  1. Jak zawsze w punkt! Miło Cie znów czytać Ofko.

    OdpowiedzUsuń
  2. No jak ty już cos napiszesz to ja tylko moge przyklasnąć :D
    Wspomnij jeszcze co nieco o tych przeklętych wrzosówkach, TYPACH owiec i sortowaniu runa coby uzmysłowić niektórym że drut kolczasty niekoniecznie był stosowany w ubraniach ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle celnie.
    Rosamar ja jak swoją wrzosówkę przesortowałam powybierałam co trzeba to nawet nie drut kolczasty jest, całkiem przyjemne w dotyku, co prawda bielizny z tego nie zrobię, bo i za mało wyszło, ale już na podkoszulku da się znieść. A ja mało odporna na gryzienie jestem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Owka! Bardzo wartościowy tekst.

    OdpowiedzUsuń